This site hosted by Free.ProHosting.com
Google

artykuł 1.

Jakieś cztery lata temu, ku ogromnej radości wszystkich producentów i legalnych dystrybutorów oprogramowania wprowadzono w naszym kraju ustawę o prawach autorskich. Oczywiście wszyscy zdawali sobie sprawę, że sama ustawa piractwa nie zlikwiduje, i że konieczne będzie podjęcie długofalowych i żmudnych działań prowadzących do maksymalnego ograniczenia nielegalnego obrotu oprogramowaniem. Celem tych działań, poza łapaniem przestępców na gorącym uczynku, powinno być wykształcenie w społeczeństwie, a szczególnie wśród wszystkich użytkowników komputerów, przeświadczenia, że piractwo komputerowe jest takim samym przestępstwem, jak zwykła kradzież – przecież nikt nie uważa nastoletnich dresowców kradnących samochody za młodych przedsiębiorczych ludzi i nie cieszy się z ich “biznesowych” sukcesów. Jednak przez długi czas mało kto uświadamiał sobie skalę szkodliwości piractwa komputerowego, szczególnie, że nasz rynek komputerowy pozostawał daleko w tyle za rynkami zachodnimi. Piratów komputerowych kojarzono głównie – również “dzięki” filmom – z nieszkodliwymi, opryszczonymi okularnikami, siedzącymi po całych nocach przed monitorem i “rozwalającymi” różnego rodzaju zabezpieczenia oraz kody ku utrapieniu posiadaczy owych zabezpieczeń i kodów. Chyba nawet dość spektakularne włamanie do bazy Pentagonu, poza Pentagonem, tak naprawdę nikogo nie oburzyło. Cały proceder sprawiał wrażenie dość odległego od naszych realiów. Jednak piractwo komputerowe w odniesieniu do rynku wygląda nieco inaczej – i zdecydowanie mniej barwnie. Należy zacząć od tego, że każdy poważny program komputerowy – to znaczy zarówno program użytkowy, jaki i gra - jest efektem wieloletniej nieraz pracy zespołu wysokiej klasy specjalistów oraz ogromnych nakładów finansowych (tak, tak, również gry komputerowe mają ogromne budżety, idące w miliony dolarów). Gotowy produkt ma przynieść zwrot poniesionych nakładów, godziwy zarobek dla twórców, zysk oraz środki na opracowanie nowych, lepszych programów. Biorąc pod uwagę ogromną rzeszę posiadaczy komputerów wydaje się, że cena jednostkowa produktu, nawet przy np. milionie dolarów kosztów produkcji powinna być stosunkowo niska – niestety nie wówczas, gdy rynek w przeszło 90% opanowany jest przez ludzi, którzy taki program kopiują i sprzedają po bardzo niskiej cenie, co przyciąga nabywców, ale pieniądze te idą do kieszeni kopiującego, który poza powieleniem czyjejś pracy nie poniósł żadnych nakładów – ani finansowych, ani pracy własnej. Twórcy i producenci dostają tzw. figę z makiem. To jeden z aspektów nielegalnej sprzedaży oprogramowania - moralny. Drugi, to aspekt ekonomiczny, czyli wynikająca z całego procederu tzw. “szara strefa” – przecież legalny producent i dystrybutor do kosztów musi dodatkowo doliczyć podatki zasilające państwową kasę. Natomiast pirat – działający nielegalnie – jest premiowany zerową stawką wszelkich opłat i podatków.
W miarę wzrostu liczby posiadaczy komputerów oraz postępującej komputeryzacji polskich firm, na nasz rynek, poza rodzimymi producentami oraz legalnymi dystrybutorami zaczęły wkraczać wielkie koncerny zachodnie produkujące i rozprowadzające oprogramowanie użytkowe. Jednocześnie została wreszcie uchwalona odpowiednia ustawa. Powstały więc warunki sprzyjające egzekwowaniu prawa własności, co w odniesieniu do tak ulotnej przecież wartości, jak prawo autorskie, nie jest łatwe. W Polsce działają obecnie dwie organizacje zajmujące się wykrywaniem piractwa komputerowego. Są to: zespół radców prawnych BSA (Business Software Alliance zrzeszająca największe na świecie firmy komputerowe: Microsoft, Novell, Symantec, Adobe) w Polsce oraz Lege Artis – firma reprezentująca polskich producentów i dystrybutorów oprogramowania (Apexim, Avalon, IPS CG, Mirage, PWN). Przeprowadzone kontrole setek sklepów, hurtowni, giełd i targowisk oraz kopiarni dały już wymierne efekty. W 1994 roku 94% rynku stanowiły pirackie kopie programów, w roku 1997 procent ten, choć wciąż przerażająco duży, spadł już do 75-80%. Obecnie w sądach toczy się około 130 spraw przeciw nielegalnym sprzedawcom, dystrybutorom oraz producentom oprogramowania. W samym 1997 roku policja zlikwidowała 18 kopiarni płyt kompaktowych, 122 punkty sprzedaży gier komputerowych oraz 2 hurtownie programów i gier. Zatrzymano około 70 osób zajmujących się sprzedażą na giełdach, 8 dostawców oraz 6 producentów. W ramach działalności antypirackiej prowadzone są również szkolenia celników, prokuratorów i policji w zakresie zwalczania piractwa komputerowego. Większa świadomość skali nielegalnego obrotu grami i programami komputerowymi wpłynęła na prokuratury, które nie rozpatrują już kradzieży programów jako działania o niskiej szkodliwości społecznej i nawet nieletni sprzedawcy podlegają określonym prawem sankcjom. A wiadomo przecież, że na pogłębienie poczucia moralności i świadomości popełniania przestępstwa najlepiej działa pogłębienie poczucia nieuchronności kary. A jeśli już mowa o karze, może też należałoby wspomnieć i o nagrodzie – jaką to marchewkę dostaniemy za ukaranie tych złych i zmianę własnej świadomości? Ano szybciej i częściej powstawać będą nowe programy, a ceny legalnych produktów będą - proporcjonalnie do wypierania “piractwa” - spadać.
c. d. n.
Ka