|
| |
|
SŁÓWKA
Gdy coś mnie nadto wzruszy
Lub serce mi podrażni,
Chowam się aż po uszy
Do swojej wyobraźni
Tam o każdziutkiej porze
Schronienie mam zaciszne,
Gdzie myśl wyprawiać może
Przeróżne rzeczy śmieszne
Miast czerpać próżną chwałę
W tym, że jak z książki gada,
W głupiutkie słówka małe
Calutka się rozpada.
Te słówka mi uciechy
Sprawiają nieraz mnóstwo,
Lubię ich puste śmiechy
I ducha ich ubóstwo.
Jak błazenkowie mali
Słówko się z słówkiem cacka,
To jęzor mu wywali,
To szczypnie je znienacka.
Jedno przez drugie hasa
Wydaje kwik wesoły
Niby dzieciaków masa,
Gdy wyrwie się ze szkoły.
Jednemu w tej pogoni
Pąsem nabiegną lice,
Gdy żywszy ruch odsłoni
Młodziutkich płci różnice;
Inne, troszeczkę z boku,
Przystanie gdzieś nieśmiałe
I stoi z mgiełką w oku
Jak zadumane ciele;
Te dwa, w pustocie nowej,
Objęły się przyjemnie
I same w rym gotowy
Splatają się beze mnie;
Ja patrzę na niewinne
Figielki miłych dziatek
I wolę niźli inne
Ten mały własny światek...
O BARDZO NIEGRZECZNEJ
LITERATURZE POLSKIEJ
I JEJ STRAPIONEJ CIOTCE
J.E Prof. Dr. Hr. St. Tarnowskiemu poświęcam
I
Pełna gracji zacna, słodka,
Żyła sobie stara ciotka.
Bez zbytków, lecz i bez braku
Miała swój domek na Szlaku.
Oprócz cnót rozlicznych wieńca
Hodowała też siostrzeńca.
Brzydki chłopiec, z krzywą buzią,
Zwał się - dajmy na to - Józio.
Ciotka była panną czystą,
A Józio był modernistą.
(Modernista - znaczy chłopak,
Co wszystko robi na opak;
Każdego się głupstwa czepi,
A zawsze chce wiedzieć lepiej.)
Z tym smarkaczem ciotka stara
Miał strapień co niemiara.
Zawsze jej czymś umiał dopiec,
Taki już był brzydki chłopiec.
Próżno ciotka mu wymienia
Albo Lucka, albo Henia,
Co ich przykład wszystkim święci,
Jako grzecznych, dobrych dzieci;
On rozeprze się wygodnie,
Obie ręce włoży w spodnie,
Śmieje się i kiwa głową,
Jakby mówił: "Gadaj zdrowo!"
II
To rzecz nie do uwierzenia,
Co on ma za przywidzenia!
Czasem coś bez sensu maże
I mówi, że to witraże.
To znów wieczór biega nago
I rozbija wszystkich lagą.
Ciotka krzyczy: "Joseph, arrete!"
A on: Ciociu, to kabaret!"
Wszystkie meble w domu psuje:
Mówi, że sztukę stosuje.
Wszędzie wlezie, wszędzie dotrze,
Deprawuje dzieci młodsze.
To rzecz w Polsce niesłychana:
Nie chce wierzyć już w bociana!
Kiedyś wpada mała Hanka:
"Ciociu, jestem rotomanka"-
"Któż cię tak nauczył?!" - "Józio"-
Mówi z rozpalona buzią.
"A ja - sepleni Ludwiczka -
Chociaż zwykle dobra, słodka,
Zawyła ze zgrozy ciotka:
Raziła ją na kształt gromu
Taka hańba w polskim domu!
III
Czasem dobra ciotka woła:
"Usiądźcie, dzieci, dokoła,
Powiem wam o dawnych dziejach,
O hetmanach, kaznodziejach,
Potem każde z was wymieni,
Którego najwyżej ceni".
A Józio ze śmiechu kona
I krzyczy: Ciociu! Kambrona!"
IV
Czasem, a najwięcej w poście,
Przychodza do ciotki goście,
"Józiu, przywitaj się z panem!
Co ty tam za parawanem?!
Wyłaż stamtąd, puść Heneczkę
I powiedz gością bajeczkę."
Wylazł Józio, głowa kiwa
I w te słowa się odzywa:
"Bajeczka pana Jachowicza.
Staś na sukni zrobił plamę,
Oblał bowiem ponczem mamę;
A widząc ją w srogim gniewie,
Jak przepraszać, sam już nie wie.
<<Plama głupstwo - mama doda -
Ale ponczu, ponczu szkoda!>>"
Skończył Józio gość się śmieje,
A ciotkę wnet krew zaleje:
Biedaczka dostała mdłości
I ze wstydu, i ze złości.
Tak ten niegodziwy chłopiec
Zawsze ciotce umiał dopiec.
V
Tak się trapi dobra ciotka,
Pełna gracji, zacna, słodka,
Lecz największą ma subiekcję,
Gdy rozpocznie z Józiem lekcję.
Dojdźże ładu z taką głowa:
Zawsze ma ostanie ostatnie słowo!
Ciotka prawi o Trzech psalmach,
Józio o "tańczących palmach";
Ciotka uczy, kto był Gallus,
On poprawia: " Ciociu, Phallus!"
Ciotka znów z innego wątku,
Baje o świata początku,
Józio się ząb za ząb kłóci.
Że świat cały powstał z CHUCI
(Mruknie ciotka w pasji szewskiej:
"Wciąż ten łajdak Przybyszewski!")
Ciotka znów o ideałach -
Józio: "Ciociu, co to wałach?"
Taką ciotka ma subiekcję,
Gdy rozpocznie z Józiem lekcję.
VI
Kiedy wieczór już zapada, Ciotka do snu się układa:
"Józiu! Zostaw ten rozporek
I chodż odmówić paciorek.
Nie Józio przy łóżku klęknie.
I powtarza głosno, pieknie:
<<Boziu, usłysz głos chłopczyny,
Odpuść synów naszych winy!
Polska cię na pomoc woła!
Niech tradycji i Kościoła
Pozostanie sługą wierną!
Erotyzmem ni moderna
Niech się naród ten nie spodli!>>
Teraz Józio się pomodli
Za mamusię, za tatusia,
Potem grzecznie się wysiusia
I spokojnie, cicho zasnie."
Błydki chłopak mruknął: "Właśnie!"
Pisane w r.1907
ACH! CO ZA PRZEŚLICZNE ABECADŁO!
(Fragment zamierzonego dzieła)
Bb
Barbara się bawiła z bernardynem bardzo,
Lecz że taką zabawą zacni ludzie gardzą.
Teraz każde z osobna winy swojej maże:
Bernardyn beczy Bogu, a bęben Barbarze.
Cc
Certował się co nocy z Cecylią Celestyn.
Z ilu dań ma się składać ich miłosny festyn:
Dziś błąd swój poniewczasie pojmować zaczyna
Cesia, całując chłodne ciało Celestyna.
Dd
Długą dyskusje z durniem dorzeczna Dorota
Wiodła, co jest ważniejsze, czy miłość, czy cnota;
Tymczasem się ściemniało: gdy weszli rodzice,
W dłoniach durnia dostrzegli Dorotę dziewicę.
Ee
Ekscytowała Edzia eteryczna Emma,
Iż przewrotnej miłości chce poznać dilemma:
Póty się naprzykrzała, aż wreszcie znudzony
Edward ewakuował Emmy edredony*.
___________
*puchowe poduszki
DZIADZIO
Raz maleńka Fryderyka
Miała dziadzię tabetyka.
A że stąpał dość niezdarnie,
Dziecię pusty śmiech ogarnie.
"Przestań rzecze jej na to staruszek łagodnie -
I ja biegałem niegdyś żwawo i swobodnie;
A że mi dziś chodzenie idzie jak po grudzie,
To dlatego, żem w pracy żył ciężkiej i trudzie."
Dobre dziecię, zawstydzone,
Poszło płakać aż na stronę;
Odtąd zawsze w czci głębokiej
Podpiera starca kroki.
Pamiętajcie, drogie dziatki
Nie żartować z ojca, matki,
Bo paraliż postępowy
Najzacniejsze trafia głowy.
TETRALOGIA Z KAJETU PENSJONARKI
|
|